was successfully added to your cart.

Koszyk

W pocie czoła, czując oddech szefa na karku, content marketerzy przez 364 dni w roku budują przekaz marketingowy, który wzmacnia sprzedaż, buduje zaangażowanie konsumentów. Jednak pewnego dnia, w kwietniu, to ciężko wypracowane zaufanie jest celowo deptane, wgniatane w ziemię. Marketerzy publikują nieprawdziwe informacje o produktach i usługach po to, by oszukać odbiorców lub co gorsza wystrychnąć ich na dudka, zrobić ich na szaro, zadrwić z ich zaufania lub po prostu pośmiać się ich kosztem! Tak. To czas na bezwzględne żarty z klientów, a wszystko rozgrzeszone i odpuszczone przez Prima Aprilis. Ale czy aby na pewno o to chodzi?

Wiralowość i trochę historii

Kiedyś, bardzo dawno temu, czyli kiedy jeszcze Facebook i YouTube nie istniały, “marketingowe żarty” w Prima Aprilis nie mogły się tak rozprzestrzeniać jak dzisiaj. Miały przede wszystkim charakter regionalny, lokalny.Potem pojawiło się słowo “globalizacja” a następnie “social media”. Bariery zostały zniesione. Żarty mogły w końcu zyskać międzynarodowy, międzykulturowy wymiar. Marketerzy posiedli umiejętność rozprzestrzeniania informacji bardzo szybko do ogromnej ilości osób. Po dziś dzień wykorzystuje się koncepcję marketingu wirusowego w służbie marki. Międzynarodowy Prima Aprilis (Fools’s Day) jest chętnie wykorzystywany do tego celu.

A na co marketingowi Prima Aprilis?

Dzięki nowoczesnym mediom, marki, bardzo sprawnie (z dużą częstotliwością, wysokim zasięgiem i ciągle) mogą docierać ze swoimi przekazami reklamowymi do konsumentów. Dzięki temu mogą zrealizować swoje cele reklamowe, czyli przyciągnąć uwagę i wywoływać u odbiorcy konkretne reakcje emocjonalne związane z produktem bądź marką. 1 kwietnia jest doskonałym dniem, aby wyróżnić się na tle standardowych przekazów reklamowych,  a co ważne tak po prostu, “mrugnąć do klienta” i pokazać ludzką twarz marki. W ten sprytny sposób marketerzy kształtują postawy konsumentów wobec produktu. Konsument, aby dokonać zakupu, musi być pozytywnie nastawiony do danego produktu.


Prima Aprilis daje szansę markom
na udowodnienie swoim klientom, że mogą być zabawne i ludzkie. Jest to także jeden dzień w roku, w którym niektóre marki czują się bezpiecznie. Ale czy to nie jest smutne? Oczekiwanie cały rok na żart i dowcip? To jest jak mówienie żonie raz w roku w Walentynki, że ją kochasz.

Top 5 reklam na Prima Aprilis

Wiedząc dlaczego marki tak chętnie tworzą przekazy marketingowe w Prima Aprilis, przypatrzmy się kreacjom, które zwróciły moją uwagę w tym dniu.

Numer 1 – Burger King – Impossible Whopper

“Burger King” pochwalił się wprowadzeniem do sieci restauracji nowej odsłony kultowego hamburgera, stworzonego z roślin. Bezmięsny burger – Impossible Whopper – nie zawiera złego cholesterolu i 17 gram zdrowego białka.

Swego czasu Burger King wprowadził już na jeden dzień “Whoopera dla leworęcznych”. Nowa kanapka miała posiadać odwrócone składniki o 180 stopni względem hamburgera dla praworęcznych. O kanapkę prosiło tysiące leworęcznych osób.

Numer 2 – Google Tulip

Holenderski oddział Google przedstawił światu aplikację Google Tulip. To technologia, która wykorzystuje sztuczną inteligencję. Tłumaczy język tulipanów na ten zrozumiały dla nas. Już dziś śmiało powiedz “OK, Google! Porozmawiaj z moim tulipanem”. Więc co mówią tulipany? Szczerze mówiąc, liczyłem na coś w stylu “zabić wszystkich ludzi”, ale wszystko, czego chcą, to najwyraźniej woda, słońce i odżywianie. Jaka szkoda. Na szczęście Google już pracuje nad komunikacją z innymi roślinami, w tym z kaktusami.

Numer 3 – Formula 1

Formuła 1 opublikowała na Twitterze w poniedziałek nową formułę wyścigów, w której pojawią się psi kierowcy wyścigowi, tacy jak pitbull „Max Fetchstappen” – zapowiada, że będzie “Faster. Fiercer. Furrier”.

Numer 4 – US Open

Już wiemy, że zwierzątka w marketingu przyciągają uwagę. US Open potwierdził, że po raz pierwszy wykorzysta szczenięta do swojej drużyny osób łapiących piłki. Zakomunikował także nabór i napisał na Twitterze „Wszystkie rasy mile widziane”.

Numer 5 – SodaStream

Znany celebryto-astronauta Scott Kelly przebywając w przestrzeni kosmicznej, od zawsze miał problem z gazami, a mówiąc dosadniej z bekaniem. Jego problem rozwiązał produkt firmy SodaStream „SodaStreamMe”, pozwala on na nasycenie własnych napojów dwutlenkiem węgla w prosty sposób. Trzeba bekać do specjalnie skonstruowanej słomki. Wspaniały sposób na wodę gazowaną.